Dnia 03.05.2006 wybrałem się na wycieczkę liniami kolejowymi Dolnego Śląska i Opolszczyzny. Trasa w zamierzeniu była taka:
06:40 - 08:00 6432  Wrocław Główny -  Opole Główne
09:05 - 10:23 9933   Opole Główne  -      Nysa
10:51 - 15:13 36511      Nysa      -  Jelenia Góra
15:18 - 16:54 55135  Jelenia Góra  -    Węgliniec
18:26 - 20:32 5517  Wrocław Główny - Wrocław Leśnica

W razie gdybym nie zdążył, miałem jechać do Opola pośpiesznym 62102 "Bolko".
Trasa, ułożona po długich HAFASowych kombinacjach, pozwalała mi zaliczyć naraz trzy linie kolejowe Dolnego Śląska i Opolszczyzny, na których byłem raz albo w ogóle mnie tam nie było, a o których słyszałem wiele dobrego: Opole - Nysa, Kłodzko - Wałbrzych i Jelenia Góra - Węgliniec.
W dzień wyjazdu wstałem o piątej rano, zrobiłem sobie kanapki i podziwiając oflagowane miasto, pomaszerowałem na dworzec. Dotarłem tam na godzinę przed odjazdem, a więc całkiem nieźle. Tym niemniej pod kasami już formowały się kolejki, toteż wybrałem się do kasy po lewej stronie holu głównego, o których podróżni mało co wiedzieli. Czynna była tylko jedna. Popatrzyłem - fiskal. Dałem pani z okienka wydruk z HAFASa i... omal się nie spaliłem ze wstydu, gdyż był to wydruk, który przez tydzień wisiał nad moim biurkiem z nagryzmolonym napisem: "Jest to motywacja do roboty". Napis ten oznaczał, że sporządzenie eseju maturalnego z polaka jest warunkiem koniecznym wycieczki. Położyłem go na szafce razem z czystym wydrukiem dla kasjerki i wziąłem zły egzemplarz! Oczywiście zaraz wytłumaczyłem, o co chodzi z tym napisem...
Pani z okienka spojrzała na wydruk i zgłupiała. Próbowała tak i owak, wreszcie zawołała swoją koleżankę i wspólnie się naradzały, co z tym zrobić. Ostatecznie oświadczyły mi, że one nie są w stanie wystawić mi biletu na taką trasę i żebym spróbował szczęścia w innej kasie. Stanąłe więc w kolejce (liczącej kilkanście osób) do kasy IC, ale po chwili otwarto okienko obok. Dzięki bardzo krótkodystansowemu (5m) sprintowi byłem trzecią osobą w kolejce. W tym okienku uprzejmy pan wystawił mi bilet na osobowy i dwie dopłaty na pośpiech (bo tymczasem 6432 już pojechał). Razem 32 zł.
Udałem się na peron, po chwili stonka wciągnęła "Bolka" na tor przyperonowy i mogłem wejść. Cóż, pośpiech jak pośpiech, skład ET22-023+B+B+A+B+B+B+A. Wsiadłem do czwartego wagonu. Niczego sobie, siedzenia nowe, dykty pod szybami w drzwiach białe, jasne że to nie Icek, ale ujdzie. Tylko jeden szczegół mnie wkurzał, mianowicie siedzenie, uginając się pod moim ciężarem, wydawało odgłos podobny do łopoczącej dykty...
Oto jego zdjęcie już na stacji w Opolu:



A oto, czym bym jechał, gdyby nie problemy z biletem:



Postój w Opolu wykorzystałem na zrobienie paru zdjęć i podziwianie przepięknej architektury opolskiego dworca (rozpadające się wiaty, które go najbardziej szpecą, są obecnie w remoncie). Niestety, nie sfociłem CTL-owskiego sputnika, który śmignął w kierunku Kędzierzyna z cysternami, ani też gagara tejże firmy, który zrobił to samo kilka minut później, gdyż byłem w tym czasie po drugiej stronie dworca. Najlepsze zdjęcie, które zrobiłem przez godzinę w Opolu, to ta Tekatka:



Po chwili o tor od peronu piątego ustawiła się SU42-505 i zamarła w oczekiwaniu. Na co? Wszystko się wyjaśniło, gdy oto nadjechał prowadzony odkurzaczem pociąg do Nysy (SP32+B+Bd) :



Polsacik się podpiął, jeszcze tylko rutynowe obstukanie klocków...



...i możemy ruszać!
Linia do Nysy bardzo mi się spodobała. Ten niepowtarzalny, opiewany przez licznych poetów, jedyny w swoim rodzaju klimat linii lokalnej na długo pozostanie w mojej pamięci. Aż mi się łezka w oku kręciła, bo przypomniała mi się ś.p. linia Wrocław - Sobótka - Świdnica...
Miałem wielkie szczęście, jeśli chodzi o towarzystwo w przedziale. Mój sąsiad okazał się byłym naczelnikiem stacji na linii, którą jechaliśmy. Obecnie odpowiadał za bhp (nie, nie piętrusy, tylko Bezpieczeństwo i Higienę Pracy!) na tej samej linii. Pokazał mi ślady dawnej świetności jego stacji i uraczył mnie licznymi opowieściami związanymi z nią, których nawet Covalus (pozdrowienia!) by się nie powstydził... Obecnie zaś planował wycieczkę rowerową z dość liczną grupą (ja nie wiem, gdzie oni zmieścili te rowery), przy czym w jedną stronę jechał pociągiem, a wracać zamierzał rowerem.
To jest zaś stacja w Nysie. Zdała mi się aż do nieprzyzwoitości czysta i zadbana. Proszę zwrócić uwagę na ilość flag (w Opolu nie było ani jednej):



Tam zresztą miałem po raz pierwszy w życiu do czynienia z sokistami, bo wrocławscy nie zgarniali za focenie (a w każdym razie nie mnie). Było to tak, że przeszedłem tunelem na trzeci peron (wyspowy, jednokrawędziowy, na zdjęciu widoczny z prawej strony) aby obserwować odjazd osobowego do Nysy (SP42+2Bhp) i cofanie na tory postojowe pociągu, którym przyjechałem. Zapędziłem się aż na koniec peronu. Nie chciało mi się wracać na środek peronu, żeby skorzystać z tunelu, więc po prostu przeszedłem po przejściu naziemnym (takim dla wózków bagażowych i do użytku służbowego). Po chwili przyszli sokiści. Dzień dobry, przodownik taki-to-a-taki, dokumenty proszę... Oczywiście udałem głupiego. Wyjaśnili mi wszystko bardzo uprzejmie i po chwili miałem 30 zł w plecy w postaci mandatu do wysłania pocztą. Zapłacę na dłuższym postoju w Węglińcu, pomyślałem, po czym skierowałem swe kroki na środek peronu, bo zostało już niewiele czasu do przyjazdu "Śnieżki", którą miałem dalej jechać.
Tutaj się dopiero zorientowałem, że wystawiono mi bilet na trasę Nysa - Jelenia Góra przez Jaworzynę Śląską! No cóż, najwyżej dokupię bilet na odcinek Kamieniec Ząbkowicki - Kłodzko - Wałbrzych Główny... Po chwili "Śnieżka" przyjechała (bez opóźnienia). Skład SU45-064+B+B+A+Azdun. Zabrałem się Azdunem. Za sąsiada miałem laika w sprawach kolejowych, mniej więcej 30-letniego faceta z 4-letnim synkiem. Wyjaśniłem mu po drodze skomplikowany aspekt trasy "Śnieżki", kiedy zmienia lokomotywę, kiedy spalinówka jedzie pod drutem, dokąd jadę. On zaś zastanawiał się, skąd jego synek czerpie energię na to, aby przez całą drogę (jechał od Chorzowa do Jeleniej) dokazywać, szaleć po wagonie i zmuszać tatę do udawania kosmicznych potworów, z którymi mógłby walczyć.
Oto skład "Śnieżki" w Kłodzku:



A oto najlepsze (moim skromnym zdaniem) zdjęcie SU45-064, jakie udało mi się zrobić:



Konduktorka, sprawdzająca mi bilet, zauważyła wprawdzie, że jest on przez Jaworzynę (wiem, bo przeczytała głośno), ale uznała mi go! I niech jej za to będą dzięki!
Jeśli w lipcu "Śnieżka" ma być przesunięta na trasę Kamieniec Ząbkowicki - Jaworzyna Śląska - Kłodzko Główne, to jechałem kto wie, czy już nie ostatnim pociągiem na tej linii. A szkoda takich malowniczych krajobrazów, jak na przykład ten (widok na Nową Rudę)...



W Wałbrzychu zmienili nam lokomotywę na ET22-1170:





Tamże na peron wyległo mnóstwo MK, którzy gestami zachęcali maszynistę fiata do najazdu, aby zrobił się jak największy mazut. Najspokojniejszy z nich był pewien Anglik, facet w średnim wieku, który obserwował przez lornetkę stojące opodal sputniki (najczęściej martwe) i czytał po angielsku na głos ich numery. Wszystko skrupulatnie notował w małym notesiku.
Gdy "Śnieżka" dojechała, a raczej dowlokła się 20 na godzinę do Sędzisławia, skonfrontowałem wskazania zegara z rozkładem jazdy. 10 minut w plecy! A ja mam pięciominutową przesiadkę w Jeleniej Górze na pociąg do Węglińca! Poszedłem natychmiast do kierpocia zakomunikować mu o całej sytuacji, a ten odparł z uśmiechem, że jestem szóstą osobą, która występuje do niego z podobnym wnioskiem... Wróciłem uspokojony do przedziału.
Okazało się zresztą, że niepotrzebnie się niepokoiłem, gdyż naszemu maszyniście udało się dojechać na miejsce na czas. Jak on to zrobił - pozostaje okryte tajemnicą.
Po drodzę minęliśmy się z dziwnym pociągiem. Wyglądał tak: ET22-816+B+Bh+A+B, przy czym Bh miało małopolską kolorystykę szynobusową. Była to "Śnieżka" w drugą stronę.
Pociąg do Węglińca wystąpił w składzie EU07-043+Bh+B+Bh. Wszystkie wagony zapełnione mniej więcej w 50-70%. Pociąg ten jest, jak widać, całkiem popularny, choć PKP robi wszystko, ażeby go udupić. Linia całkiem fajna, prędkości w granicach 50-80 na godzinę, zaraz za stacją w Jeleniej Górze przepiękny widok na miasto i Karkonosze. Niestety, usiadłem nie z tej strony, co trzeba i dlatego nie ma żadnych zdjęć. A szkoda...
Anglik, który notował sputniki w Wałbrzychu, także zabrał się tym pociągiem i notował wszystkie nazwy stacji.
Oto lokomotywa EU07-043 po odłączeniu od pociągu w Węglińcu:



Stacja niezgorsza, choć zaniedbana. Miejmy nadzieję, że to się zmieni za sprawą Unii:



Oto jedna ze słynnych "suk towarowych" - węglinieckiego kuriozum. Widziałem, jak ciągnie ona ciężkie brutto. Silnik na wysokich obrotach, a pociąg się wlecze. Tylko przekładni elektrycznej lokomotywy te zawdzięczają, że nie są zarżnięte...



Niezwykła chmura w Węglińcu. Choć ładna, utrudniała focenie zmiennością warunków atmosferycznych:



Poczta w Węglińcu była nieczynna, toteż narobiłem jeszcze trochę zdjęć:





Oto lokomotywa, która przyciągnęła pociąg Wrocław - Goerlitz:





I ciekawy, choć zapuszczony budynek dworca:



Niebawem nadjechał pociąg Goerlitz - Wrocław, do którego wsiadłem. Przyprowadziła go SU46-046...



...a do Wrocławia pociągnęła EU07-358.



W podróży towarzyszył mi - jak się okazało - maszynista lokomotywy, której manewry obserwowałem. Wypytywałem go więc o takie rzeczy, jak: czy trudniej się prowadzi pasażerski, czy towarowy; czy rozruch zazwyczaj się robi na granicy bezpieczników, czy nieco niżej; czy łatwiej prowadzić siódemkę, czy byka... Pociąg początkowo prawie pusty, w miarę zbliżania się do Wrocławia zapełniał się - przede wszystkim studentami - i do Leśnicy (tam wysiadłem) dojechał pełny. Do domu pojechałem tramwajem z pętli Leśnica.
KONIEC