To są zdjęcia z Włoch. Oto pierwsze:


Domyślam się, że nietrudno się domyślić, co przedstawia. Mamy tu do czynienia z wnętrzem autokaru turystycznego. Pod względem formalnym nie można mu nic zarzucić (miał klimatyzację, barek i siedzenia lotnicze), jednak ja miałbym do niego parę zastrzeżeń. A są to:

Ja się na szczęście we Włoszech przeziębienia nie nabawiłem, pomimo iż warunki były sprzyjające. Pierwszego dnia pojechaliśmy do San Marino. Padał deszcz, a ja kurtkę zostawiłem w autokarze, w dużym plecaku, w bagażniku. Na szczęście od przeziębienia uchroniła mnie bezpłatna degustacja likierów :-).
Kupiłem za śmieszną cenę (~6€, w przeciętnym włoskim supermarkecie kupiłbym 2 razy drożej) 1 likier i 1 esencję likieru (czyli coś, z czego likier można zrobić), po czym udałem się na daldze zwiedzanie miasteczka, położonego na zboczu dość stromej góry i szczycącego się mianem najstarszej republiki na świecie.


Klasztor Ojca Pio z góry. Widoczne typowe dla Włoch różnokolorowe dachówki.


Tenże klasztor z dołu. Widoczne rezultaty opadów atmosferycznych :-)

Następnie pojechaliśmy do kurortu Rimini nad Adriatykiem, gdzie mieliśmy nocować w hotelu. Po zakwaterowaniu zrobiłem z balkonu hotelowego zdjęcie, które jednoznacznie wyrażało koniec sezony:


Przestało padać, więc odbyłem krótki spacerek nad brzegiem Adriatyku. Morze to różni się od nazego Bałtyku temperaturą, zasoleniem (próbowałem!) i tym, że jest bardziej żółte, a mniej zielone. To jest zdjęcie zrobione już następnego dnia rano:


Następnego dnia pojechaliśmy do Asyżu.
Bazylika Św. Klary:


Tamtejszy rynek:


Bazylika Św. Franciszka:


Przy okazji zapoznałem się z bardzo surowymi włoskimi przepisami dotyczącymi zachowania się w świątyniach. W większości obowiązuje zakaz fotografowania przy użyciu fleszy i statywów, w niektórych - całkowity, a w Bazylice Św. Piotra można fotografować, co się chce, bo tam oryginały rzeźb zastąpiono w większości kopiami :-). Do żadnej nie wolno wchodzić z odkrytymi ramionami i kolanami. Miałem na szczęście bardzo praktyczne krótkie spodenki za kolana.
Plac przed Bazyliką Dolną Św. Franciszka:


Bazylika w pełnej kraie - widać kościół górny i dolny. Na pierwszym planie członkowie mojej wycieczki i auto jednego z mieszkańców miasteczka:


Tutaj należy się pewne wyjaśnienie. Otóż we Włoszech nie istnieje pojącie strefy ruchu pieszego. Wszędzie - w Asyżu, starożytnym Rzymie, San Marino - jeżdżą samochody. Wyjątek stanowi Wenecja, a dokładnie jej "starówka" na wodzie, gdyż tam po prostu nie ma technicznej możliwości wjazdu (poza wyspą-parkingiem wszędzie prowadzą wąskie mostki ze schodkami).
Następny dzień - zwiedzanie Watykanu. Do centrum Rzymu nie wolno wjeżdżać autokarem, więc udaliśmy się tam metrem.
Oto końcowa stacja Anagnina przy dworcu autobusowym w południowej części miasta. Warszawa nie ma się czego wstydzić... U was niedawno zrobili dużą aferę o to, że wyświetlacze pokazują czas od odjazdu ostatniego pociągu, a nie do przyjazdu następnego. Tam wyświetlacze najczęściej nie działają :-). Poza tym jedna ze stacji jest wiecznie w remoncie, a pociągi (poza kilkoma nowocześniejszymi) mają na oko po 25 lat.


To jest wnętrze starego pociągu:


A tak wygląda w środku nowy:


W metrze rzymskim jest gorąco i panuje permamentny tłok. Tunele i stacje zaprojektowane są bardzo prosto, a tory leżą na staroświeckiej podsypce, gdyż zbudował je jeszcze Mussolini. Rzym ma dwie linie metra. Chcą zbudować trzecią, ale budpwa strasznie się ślimaczy, bo co tylko ruszą grunt, to się dokopują do jakichś starożytności i wykop zajmują archeologowie :-)
Oto plac Św. Piotra. Przed bazyliką w zabójczym włoskim słońcu smażą się rzędy plastikowych krzesełek:


A to jest imponująca, kilkunastometrowa kolumnada dookoła:


Ołtarz Bazyliki Św. Piotra z jaśniejącą witrażową hostią:


Wracamy do autokaru (a najpierw - do metra). Plac Zjednoczenia z palmami:


Jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy do Monte Cassino - myślę, że tego miejsca nie trzeba nikomu przedstawiać. Tam najczęściej słyszy się język polski, nawet Włosi, jeśli coś mówią, to po cichu. I niech ktoś spróbujer mi powiedzieć, że to nie jest kawałek Polski!
To jest dziedziniec wewnętrzny klasztoru:


A to polski cmentarz wojskowy. Mieli głowę nasi architekci... Jest wprawdzie po prawej stronie, nie dokładnie naprzeciwko klasztoru, ale nie sposób go nie zauważyć z tarasu widokowego:


Tenże cmentarz oglądany z bliska:


I klasyczny widok na Monte Cassino spod polskiego cmentarza wojskowego:


Następnego dnia - znowu Rzym. Najpierw audniencja generalna z papieżem Benedyktem XVI (kolumny za Jego Świątobliwością pozwalają uzmysłowić sobie ogrom bazyliki):


Zamek Świętego Anioła alias Mauzoleum Hadriana:


Wewnątrz Panteonu (jest naprawdę imponujący):


Ta wąska i z pozoru spokojna uliczka miała być miejscem naszej zbiórki. Przyjrzyjcie się jej i podziwiajcie sprawność włoskich kierowców i motocyklistów, ktyórzy potrafili nią przejeżdżać z szybkością dochodzącą do 60 km/h:


Pomnik Zjednoczenia na placu przed Pałacem Weneckim:


To, co zostało z Forum Romanum:


Następny dzień - Florencja i Wenecja. We florencji niestety przez nieuwagę zostawiłem aparat w autobusie i nie mogłem zrobić żadnego zdjęcia. A szkoda... :-( Za to mam zdjęcia z Wenecji, która zrobiła na mnie wrażenie największe.
Wenecja (a dokładnie jej starówka, gdyż większość miasta położiona jest na lądzie, z którym starówkę łączy most dla pociągów i samochodów) jest miastem, gdzie wszystko płynie. Płyną towary do sklepów, płyną tramwaje po Canale Grande, płyną karetki pogotowia i radiowozy policyjne, płyną wreszcie mieszkańcy. Nierzadkim widokiem jest brama domu znajdująca się w wodzie. Po co? Odpowiedź jest prosta - mamy do czynienia z garażem na motorówkę. Coś takiego widać np. tu:


Plac Św. Marka, słynna bazylika i równie słynne gołębie znacznie bardziej nachalne od warszawskich i wrocławskich:


Kolumnada Pałacu Dożów:


Codziennie przypływ zalewa część placu Św. Marka. Tak jak w innych miastach przepowiada się pogodę, tak gazety weneckie codziennie publikują prognozowany poziom przypływu i jaka część miasta będzie zalana. Tutaj woda właśbnie zazuna wybijać się ze studzienki:


Takie oto pomosty ustawia się na placu, żeby można było po min chodzić w tym okresie roku, kiedy są wysokie przypływy:


Wenecja jest w całości na liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. W całości - to znaczy, że także z "piękną" przybudówką tego pałacyku. I teraz nie można jej wyburzyć...


To jest słynny Most Westchnień, łączący sąd z więzieniem:


Rzut oka na Wenecję. W tym mieście nie ma ani jednej prostej ściany. Kazda wieża sterczy w inną stronę...


Moi towarzysze z pokoju to dwaj pierwsi z prawej. Ten w okularach mówił na tego drugiego "dziadek".